sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 3

Tosia POV’S
   Gdy tylko Fran wysiadła z mojego samochodu pod jej wieżowcem, po moim policzku poleciała jedna mała nieproszona łza.
   Czyli, to był On – myślałam. – Czyli to On był tym chłopcem z plaży. Dlatego Go znałam.
   Ruszyłam i kierowałam się w stronę centrum miasta.
   Niestety za szybko dojechałam pod dom i nie miałam czasu pomyśleć (tak jak to zwykle robiłam). Wjechałam widną na samą górę bloku do apartamentu moich rodziców, rzuciłam szybkie cześć na przywitanie rodzicom i starszemu bratu, który siedział u siebie w pokoju i podnosił ciężary. Wręcz wbiegłam do mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko.
   Resztę weekendu przesiedziałam samotnie w domu tak, jak nie ja.
***
   W poniedziałek po południu zeszłyśmy na dół z Fran pod ramię do szatni. Cały dzień mnie wypytywała (z resztą tak samo jak wtedy, kiedy ją odwoziłam to tym jebanym koncercie) dlaczego Kwiatkowski zna moje imię. Nic jej nie powiedziałam, no bo niby po co. Moim zdaniem nie ma się czym chwalić.
   Dałam znaczek z numerkiem mojego wieszaka szatniarce, a ona po chwili oddała mi moją kurtkę mi siatkę z butami.
   - Co tam taki tłok przy wyjściu? – spytała Fran, gdy zaczęłyśmy się przebierać.
   - Nie wiem, chodź szybko to pójdziemy sprawdzić.
   Wyszłyśmy na zewnątrz w kurtkach.
   Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Oparty (znowu!) o mój samochód stał nie kto inny, jak Dawid Kwiatkowski. Otaczał go tłum dziewczyn z mojego liceum (większość z młodszych roczników)
   - Wow – skomentowała to Frania.
   Pokręciłam głową z dezaprobatą marszcząc brwi. Stałam jak wryta patrząc się na niego. Po chwili oderwał się od swoich „faneczek” i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Miał hipnotyzujące spojrzenie brązowych oczu (takich jak i moich).
   Z amoku wyrwało mnie klepanie po ramieniu.
   - Co? – spytałam moją przyjaciółkę.
   - Tata po mnie przyjechał. Nie musisz mnie odwozić – stwierdziła śmiejąc się. – Widzę, że się zapatrzyłaś na Kwiatka.
   - Nie zapatrzyłam! – zaprzeczyłam. – Po prostu wkurza mnie to, że stoi przy moim samochodzie.
   Tylko po co? – zadałam sobie pytanie. Niby znałam odpowiedź, ale nie chciałam jej przyjąć do wiadomości.
   - Dobra idę – przytuliła mnie na pożegnanie.
   - Czekaj – chwyciłam ja za przedramię. – Odpuszczasz sobie okazję zrobienia z nim zdjęcia?
   - Na pewno, będę miała jeszcze taką okazję - pobiegła do zielonego Forda Focusa swojego taty. Jeszcze zanim wsiadła krzyknęła: - Bierz Go, tygrysico!
   Spróbowałam zgromić ją wzrokiem, ale już odjechała. Odwróciłam się w stronę mojego kochanego Bwm, zbezczeszczonego przez „Kwiatka” (i ta ironia). Tłum już zrzedł. Postanowiłam poczekać, aż całkiem zniknie (najlepiej razem z nim).
   Nie musiałam długo czekać. Po pięciu minutach na parkingu zostałam tylko ja i Kwiatkowski.
   Podeszłam bardziej do samochodu, niż do niego wyciągając z torebki kluczyki. Znalazłam je i chciałam wsiadać, kiedy brunet zasłonił mi klamkę własnym ciałem.
   - Wiem, że pamiętasz – powiedział, a ja uniosłam spuszczoną wcześniej głowę. – Widzę to w twoich oczach.
   Ja patrząc jego oczy miałam wrażenie, że zaglądam w głąb jego duszy, w każdy (nawet najmniejszy) zakamarek.
   - Przestań.
   - Ale co?
   - Tak na mnie patrzeć.
   - Dlaczego? – uśmiechnął się.
   Westchnęłam ciężko. Jego bliskość zapierała mi dech piersiach.
   - Bo tak! – krzyknęłam niekontrolowanie.
   - Chciałbym tylko pogadać – oznajmił.
   - O czym ty chcesz gadać? – zaakcentowałam ostanie słowo.
   Spojrzał na mnie wymownie.
   Czyli teraz zrobię coś kompletnie nie w moim stylu – pomyślałam.
   - Wsiadaj – rzuciłam.
   Chłopak potruchtał szybko na około samochodu i wpakował się na miejsce pasażera. Ja wsiadłam za kierownicę.
   - Nie masz jeszcze prawka? – spytałam zapalając silnik i odjeżdżając spod szkoły.
   - Nie mam.
   Chwila milczenia.
   - Swoją drogą, fajna szkoła – stwierdził.
   Pokiwałam głową.
   Zaczęłam kierować się na Stare Miasto.
   Znowu chwila milczenia.
   - Jak mnie znalazłeś? – zapytałam bezceremonialnie.
   - Mam kontakty.
   - Aha, czyli wszystko jasne.
   - Jak słońce – przytaknął mi.
   - Zaczynasz mnie denerwować.
   - Miło.
   Spojrzałam na niego. Miał na sobie jasne jeansy i bluzę bez kaptura „Bad Boy” i  skórzaną kurtkę.
   - Ale ty jesteś durny.
   - To po co byłaś na moim koncercie?
   - Przyjaciółka mnie naprosiła.
   - Ta, na pewno – zaśmiał się.
   - Co ty sobie myślisz, co? – podniosłam głos. – Że jesteś jakąś wielką gwiazdą, której wszystko wolno czy jak?
   - Wiem, że nie jestem wielką gwiazdą – przyznał. – I wiem, że nie mogę wszystkiego. Na przykład nie mogę prowadzić – spróbował rozluźnić atmosferę. Nie udało mu się.
   Milczałam.
   Dojechaliśmy na miejsce.
   - Wysiadaj – rozkazałam mu, sama wychodząc w samochodu.
   Posłuchał. Zaczęliśmy się przechadzać. Ludzie już nie zwracali tak na niego wagi, jak pod szkołą. On wsadził ręce w kieszenie spodni, a ja w kieszenie kurtki. Żadne z nas się nie odzywało. Po chwili przerwał milczenie:
   - Ty pamiętasz, prawda?
   Pokiwałam niepewnie głową.
   - To dlaczego w piątek skłamałaś?
   Odwróciłam się do niego.
   - Nie wiem – powiedziałam szczerze. – Coś chcesz jeszcze, bo chciałabym już jechać do domu?
   - Nie – odpowiedział, ale w jego oczach widziałam kłamstwo. – Mogę jechać z Tobą?
   - Ale ja cię nie odwiozę.
   - Okej.
   Poszliśmy do samochodu i ruszyłam do domu. Przez całą drogę czułam na sobie jego spojrzenie. Z resztą sama na niego cały czas zerkałam.
   Pod domem wysiedliśmy z samochodu. Myślałam, że pójdzie w jakąś inną stronę, ale podreptał za mną.
   - Po co za mną idziesz? - spytałam stojąc na klatce schodowej.
   - Chciałbym jeszcze coś Ci powiedzieć.
   - Słucham.
   Stanął na wprost mnie i chwycił moje dłonie. Od jego dotyku przeszedł mnie dreszcz. Musiałam zadrzeć głowę do góry, by spojrzeć mu w oczy.
   Staliśmy tak przez chwilę.
   - Nie wiem co to, ale czuję do ciebie coś wielkiego. Chyba cię kocham – powiedział.
   Nachylił się nade mną i wtedy zrozumiałam co chce zrobić.

   Zamknęłam oczy.

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 2

Tosia POV’S
   Piątek. Dzień tego beznadziejnego koncertu, jeszcze bardziej beznadziejnego wykonawcy. Jednym słowem : „Kurwa”.
   Zaparkowałam moim kochanym samochodzikiem (który dostałam na dziewiętnaste urodziny od rodziców, zaraz po tym jak zdałam egzamin na prawo jazdy) na parkingu niedaleko placu na którym miał się odbyć koncert. Ściemniało się. Pod sceną stał już tłum bachorów piszczących i wyglądających tak, jakby miały się zaraz posikać z wrażenia. Cała rzekoma „rodzina” mojej przyjaciółki wyglądała może na max trzynaście lat, może kilka miało czternaście.
   Spojrzałam na Fran.
   - Nie wierzę w to, co właśnie robię – oznajmiłam.
   - Ja też nie – odpowiedziała, chyba nie rozumiejąc ironii.
   Wysiadłyśmy z samochodu i ruszyłyśmy ramie w ramię w stronę rozwrzeszczanych dzieciaków.
   Rzuciła mi spojrzenie, pełne rozbawienia.
   - Wiesz, że nie mam zatyczek do uszów?
   - Wiem – przyznałam próbując udać ponurą. Szczerze mówiąc cała ta dzieciarnia rozbawiła mnie do takiego stopnia, że nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. – To kiedy to się zaczyna? Chciałabym mieć to z głowy.
   - Za piętnaście minut.
   Jakoś przepchałyśmy się pod samą scenę. Poczułam typowy imprezowy zapach głośników i sprzętu. Wiecie, taki typowy zapach koncertu. Zewsząd dobiegały mnie krzyki dziewczynek wokół mnie.
   Kiedy minęło te piętnaście minut udręki zabrzmiały pierwsze dźwięki piosenki „Jak To” (tak nie lubię go, wręcz nie znoszę, ale Frania męczyła mnie przez ostatni tydzień jego piosenkami tyle razy, że cudem było by tego nie zapamiętać). Na scenę wbiegł Kwiatkowski ubrany w czarne rurki z opuszczonymi szelkami, białe conversy i białą luźna bokserkę
   No dobra, muszę przyznać był nawet przystojny, z resztą jego twarz wydawała mi się znajoma (to pewnie dlatego, że Fan ma go na tapecie). Przystojny, uroczy i … pociągający (?!).
   EJ, EJ! – pomyślałam. – Przystopuj panienko, bo się zagalopowałaś. On nigdy nie będzie pociągający! Jest obrzydliwy! Zapamiętaj to sobie.
   Ale jednak coś w nim było takiego, co mnie do niego ciągnęło. Czy to był skutek tego, iż zdawało mi się, że się cały czas na mnie patrzy?
   Yy… On się patrzy na MNIE?
   Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Naprawdę się na mnie patrzył! Nie to, że od razu zaczęłam go ubóstwiać i te sprawy. Co to, to nie. Fuj.
   Przez resztę koncertu próbowałam nie zwracać na to uwagi.

Dawid POV’S
   Ta dziewczyna. Jej twarz. Dziwnie znajoma. I piękna – pomyślałem przechadzając się po pustym placu i paląc zwoje ukochane, cienkie, miętowe Malboro. Jej widok dał mi siłę na cały koncert i wyszedł niesamowicie!
   Dreptcząc po betonie ujrzałem na ziemi jakiś błyszczący przedmiot. Podniosłem go. To były kluczyki do samochodu.
   Rzuciłem na ziemie spalonego papierosa i jeszcze dal pewności go przydeptałem. Ruszałem właśnie zza kulisy, kiedy zobaczyłem jakiś ruch z prawej strony. Nie Mogłem uwierzyć własnym oczom. To jest ona! Rozglądała się nerwowo.
   Podbiegłem do Niej.
   - Hej – zagadnąłem. Spojrzała się na mnie dziwny wzrokiem, który dodał jej tyko słodkiego uroku. Jej kasztanowe długie loki opadały lekko na ramiona. Jej idealne usta wykrzywiły się w krzywym uśmiechu. – Znalazłem kluczyki do samochodu i chciałem spytać czy to twoje. Twoje? – spytałem.
   Spojrzała na moje ręce.
   - Moje – spuściła głowę i wyrwała mi z dłoni podawane kluczyki.
   - Jestem Dawid – podałem jej rękę na przywitanie opierając się o drzwi do miejsca kierowcy jej samochodu, które właśnie chciała otworzyć.
   - Wiem kim jesteś – spojrzała mi prosto w oczy wściekłym wzrokiem. – Nie musisz się przedstawiać. To, że coś, niby, osiągnąłeś w życiu nie znaczy, że każda laska będzie srać na twój widok z wrażenia. – rzuciła ostro.
   Te oczy… O barwie ciemnej czekolady. Także znajome – rozmarzyłem się w myślach. – Piękne…
   Zacząłem grzebać w pamięci. Znam te oczy. Znam tą twarz.
   Kołobrzeg… Wakacje… Plaża… Oddanie łopatki… „Tosia”… „Tosia? To śmieszne imię”… „Wiem”… Śmiech… Krzyk mamy… „Muszę iść. Wracam do domu”… „Ja też wracam do domu”… Twarz… Oczy…
   - Tosia?! – spytałem niewiele myśląc.
   Uniosła głowę. Byłem od niej o tą głowę wyższy, więc musiała ją wręcz zadzierać do góry.
   - No wiesz – zacząłem jej tłumaczyć. – W wakacje, dawno, dawno, się spotkaliśmy. Oddałem ci łopatkę. Przedstawiłem się. Pamiętasz?
   - Nie wiem o co ci chodzi – stwierdziła chociaż zdawało mi się, że wręcz aż nadto zrozumiała o co mi chodzi.
   Zmarszczyłem brwi.
   - Ależ wiesz.
   - Nie, nie wiem – spróbowała mnie odepchnąć od drzwi, ale stałem nieugięty. Zgromiła mnie wzrokiem. – Odsuń się – wycedziła przez zęby.
   Urzeczony jej spojrzeniem odsunąłem się posłusznie.
   - Fran, wsiadaj – krzyknęła do koleżanki, która stała po drugiej stronie samochodu chamsko się na nas patrząc. Dopiero teraz ją zauważyłem. Wsiadła szybko.
   Odjechały szybko z piskiem opon, a ja wpatrywałem się w miejsce gdzie zniknęły kierując się do centrum.
   - Znajdę Cię – powiedziałem do niej, chociaż mnie nie mogła usłyszeć. – Wiem, że pamiętasz. Musisz pamiętać, a jak nie to ci przypomnę sam.
   Dopiero po chwili zrozumiałem to co powiedziałem. I zrozumiałem, że jestem ją zauroczony, i to na maxa. Gdybym miał prawko (i samochód) pojechałbym teraz za nią, ale no cóż. Nie chcę łamać przepisów.

   Ruszyłem zza kulisy myśląc o Tosi, o jej oczach, ustach…
........................................................... .............. ................................................................ ...
Ten rozdzial dodaje tak pozno, gdyz poniewaz wyjechalam na pare dnj. ale juz jestem. 
Komentujemy, komentujemy xd 

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 1

Tosia POV’S
Teraz…
   Zaparkowałam moim nowiutkim Bmw pod moim liceum. Zgasiłam silnik, sięgnęłam po torebkę i wzięłam głęboki oddech. Po chwili wysiadłam z samochodu. Dobiegła do mnie Fran (Franciszka) moja przyjaciółka.
   - Cześć – przywitała się z tą swoją głupkowatą wesołością.
   - Hej.
   - Słuchaj, jest sprawa – złapała mnie pod ramię. Ruszyłyśmy w stronę wejścia głównego szkoły. Wszędzie było zielono. Zaczynała się wiosna i wszystkie drzewa i krzewy zaczęły rozkwitać.
   - Słucham Cię.
   - Bo, yyy…, wiesz, za tydzień jest ostatni koncert Kwiatkowskiego, tutaj w Warszawie. Ostatni z trasy.
   - Mów dalej – poleciłam.
   - Rodzice samej mnie nie puszczą, więc…
   O nie. Czy ona ma na myśli to co ja myślę? – pomyślałam.
   - Nie. Wiem o co chcesz mnie po prosić i moja odpowiedź, tak jak ostatnio, nadal brzmi: NIE.
   Spojrzała na mnie błagalnie.
   - Nie – zaprotestowałam. – W sumie dlaczego staruszkowie Cię samej nie puszczą? Dziewczyno masz dziewiętnaście lat!
   - Ojeju, dobra. Puszczą mnie samą. Tyle, że ja nie chcę sama. Szczerze mówiąc, trochę się boję.
   - Tak, tłum bezmózgich dziesięciolatek może przerazić – powiedziałam z ironią.
   - Nie mów tak – skarciła mnie trzepiąc po ramieniu.
   Weszłyśmy do szkoły. Zdjęłam swoją zieloną bez ocieplenia parkę i przebrałam glany na Air Force. Tymczasem Fran zdjęła swój siwy płaszczyk i zamieniła swoje czarne mokasyny na vansy. Miała na sobie czarne legginsy i jeansową koszulę. Ja natomiast ubrana byłam w szare jeansy i czarną bluzę bez kaptura ReZi Style.
   - Nie wszystkie Kwiatonator’s mają po dziesięć lat. Spójrz tylko na mnie – wskazała długi wypielęgnowanym palcem na siebie.
   - Masz dziesięć lat, tyle że umysłowo – uśmiechnęłam się.
   - Dzięki.
   - Nie ma za co. Wiesz, że cię kocham – zapewniłam ją. Nie to, że jestem lesbijką (bo nie jestem), ale bardzo ją kocham jako przyjaciółkę.
   - Ta.
   Oddałyśmy kurtki i siatki z butami do szatni.
   - To co? – spytała w drodze do klasy. – Pójdziesz ze mną? Proooszę!!!
   Kilkoro uczniów przechodzących obok nas spojrzało się na nas, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Ta to umie zrobić siarę.
   - Przecież, wiesz, że go nie znoszę.
   - Ale nigdy nie słyszałaś jego muzyki – postawiła kolejny argument.
   - Co nie zmienia faktu, że jest beznadziejny.
   - Antonino! – wrzasnęła.
   - Zamknij się. Nie mów tak do mnie.
   - No, ale Tosia do cholery, no! – pisnęła jękliwie i tym razem usłyszałam to jakaś nauczycielka, która wciągnęła głośno powietrze z oburzenia za zwrot „do cholery”.
   Pociągnęłam moją przyjaciółkę jak najdalej od nauczycielki.
   - Dobra, dobra. Pójdę z tobą, ale pod jednym warunkiem – zauważyłam ogniki w jej oczach. – Dasz mi zatyczki do uszów, bym nie musiała słyszeć jego skrzeku.
   - Dziękuję, dziękuję! – rzuciła mi się na szyję.
   - Okej, a teraz spokój. Idziemy na fizykę –zawołałam i uniosłam rękę do góry niczym Superman.

   Fran roześmiała się na ten widok.
................................................................ ......................... ..........................................................................
i o to pierwszy rozdzial  traz to dopiero nic. w drugim rozdziale akcha sie rozkreci, obiecuje :D

poniedziałek, 6 lipca 2015

Prolog

Tosia POV’S
Kilka lat wcześniej…
   Siedziałam na plaży i wykopywałam łopatką dziurę w pisaku, gdy duża fala zamoczyła moją sukieneczkę. Bardzo zimna fala.
   - Mamo! – krzyknęłam i pobiegłam w stronę rodziców leżących na kocu. Mama opalała się i czytała jakąś książkę, a tata sądząc po odgłosach smacznie drzemał.
   - Jeju, Tosia coś ty zrobiła?
   - Ja nic! To woda!
   Po chwili miałam na sobie inną sukienkę.
   - Idź pozbieraj swoje rzeczy córciu. Zaraz wracamy do hotelu i będziemy się pakować, bo wracamy do Warszawy.
   Kiwnęłam główką i potruchtałam tam gdzie się bawiłam. Pozbierałam wiaderka i grabki, ale nie mogłam znaleźć łopatki.
   - Hej – zagadnął mnie jakiś ciemnowłosy chłopiec, który stał obok. – Znalazłem tą łopatkę i chciałem spytać czy to twoja. Twoja?
   Spojrzałam na jego ręce.
   - Tak, moja – pokiwałam głową i wzięłam łopatkę.
   - Jestem Dawid – podał rękę na przywitanie.
   - Ja Tosia – odwzajemniłam uścisk.
   - Tosia? To dziwne imię – zaśmiał się.
   Zawtórowałam mu.
   - Wiem.
   - Dawid! – krzyknęła jakaś pani.
   - Już idę! – zawołał chłopiec, który ze mną się przywitał. – Muszę iść. Wracam do domu – zwrócił się do mnie i pokazał na kobietę, która chyba była jego mamą.
   - Ja też wracam do domu.
   - Zobaczymy się jeszcze kiedyś? – spytał. Przyjrzałam mu się. Był chyba w moim wieku, czyli miał z sześć lat, ale mówił tonem o wiele starszego chłopca.
   - Nie wiem – powiedziałam szczerze.
   - Dawid, zbieramy się! – zawołała jego mama.
   - Muszę iść. Cześć! – pomachał mi i pobiegł do mamy, potem jeszcze raz się odwrócił, a ja mu odmachałam.
   - Cześć!
   Poszłam do mamy.
   - Masz wszystko?
   - Ychym.

   Pojechaliśmy do hotelu z moim starszym bratem i wróciliśmy do Warszawy.

No to jazda!

   Hej. Właśnie zaczynam pisać Fan Fiction o Dawidzie Kwiatkowskim. Zaczynam to robić, ponieważ wprost uwielbiam pisać, to dla mnie taka odskocznia od życia, taka chwila wytchnienia. Tak, tylko czemu o Dawidzie? Oto jest pytanie. Od ponad trzech lat jestem Kwiatonator i po prostu pomyślałam, że FanFiction wśród Kwiatonators nie jest tak popularne jak u Beliebers.
   Dla niewtajemniczonych objaśniam. FanFiction (w skrócie :ff) to (dosłownie) opowieść fana. Jest do dosyć popularne jeżeli chodzi o Justina Biebera. Fani wymyślają sobie jakąś historie o swoim idolu i opisują ją na blogu, tak jak pisze się opowiadania, powieści itp. To nie musi być zgodne z prawdą, np. idol nie musi być sławny. Jeżeli macie jakieś pytania na temat FF piszcie je w komentarzach.
   A teraz niespodzianka na początek. Zrobiłam zwiastun do tego bloga na YouTube.  Oto link        https://www.youtube.com/watch?v=Y4GnEwYSUXU

  + JUŻ DZISIAJ DODAM PROLOG :D