poniedziałek, 6 lipca 2015

Prolog

Tosia POV’S
Kilka lat wcześniej…
   Siedziałam na plaży i wykopywałam łopatką dziurę w pisaku, gdy duża fala zamoczyła moją sukieneczkę. Bardzo zimna fala.
   - Mamo! – krzyknęłam i pobiegłam w stronę rodziców leżących na kocu. Mama opalała się i czytała jakąś książkę, a tata sądząc po odgłosach smacznie drzemał.
   - Jeju, Tosia coś ty zrobiła?
   - Ja nic! To woda!
   Po chwili miałam na sobie inną sukienkę.
   - Idź pozbieraj swoje rzeczy córciu. Zaraz wracamy do hotelu i będziemy się pakować, bo wracamy do Warszawy.
   Kiwnęłam główką i potruchtałam tam gdzie się bawiłam. Pozbierałam wiaderka i grabki, ale nie mogłam znaleźć łopatki.
   - Hej – zagadnął mnie jakiś ciemnowłosy chłopiec, który stał obok. – Znalazłem tą łopatkę i chciałem spytać czy to twoja. Twoja?
   Spojrzałam na jego ręce.
   - Tak, moja – pokiwałam głową i wzięłam łopatkę.
   - Jestem Dawid – podał rękę na przywitanie.
   - Ja Tosia – odwzajemniłam uścisk.
   - Tosia? To dziwne imię – zaśmiał się.
   Zawtórowałam mu.
   - Wiem.
   - Dawid! – krzyknęła jakaś pani.
   - Już idę! – zawołał chłopiec, który ze mną się przywitał. – Muszę iść. Wracam do domu – zwrócił się do mnie i pokazał na kobietę, która chyba była jego mamą.
   - Ja też wracam do domu.
   - Zobaczymy się jeszcze kiedyś? – spytał. Przyjrzałam mu się. Był chyba w moim wieku, czyli miał z sześć lat, ale mówił tonem o wiele starszego chłopca.
   - Nie wiem – powiedziałam szczerze.
   - Dawid, zbieramy się! – zawołała jego mama.
   - Muszę iść. Cześć! – pomachał mi i pobiegł do mamy, potem jeszcze raz się odwrócił, a ja mu odmachałam.
   - Cześć!
   Poszłam do mamy.
   - Masz wszystko?
   - Ychym.

   Pojechaliśmy do hotelu z moim starszym bratem i wróciliśmy do Warszawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz