środa, 8 lipca 2015

Rozdział 1

Tosia POV’S
Teraz…
   Zaparkowałam moim nowiutkim Bmw pod moim liceum. Zgasiłam silnik, sięgnęłam po torebkę i wzięłam głęboki oddech. Po chwili wysiadłam z samochodu. Dobiegła do mnie Fran (Franciszka) moja przyjaciółka.
   - Cześć – przywitała się z tą swoją głupkowatą wesołością.
   - Hej.
   - Słuchaj, jest sprawa – złapała mnie pod ramię. Ruszyłyśmy w stronę wejścia głównego szkoły. Wszędzie było zielono. Zaczynała się wiosna i wszystkie drzewa i krzewy zaczęły rozkwitać.
   - Słucham Cię.
   - Bo, yyy…, wiesz, za tydzień jest ostatni koncert Kwiatkowskiego, tutaj w Warszawie. Ostatni z trasy.
   - Mów dalej – poleciłam.
   - Rodzice samej mnie nie puszczą, więc…
   O nie. Czy ona ma na myśli to co ja myślę? – pomyślałam.
   - Nie. Wiem o co chcesz mnie po prosić i moja odpowiedź, tak jak ostatnio, nadal brzmi: NIE.
   Spojrzała na mnie błagalnie.
   - Nie – zaprotestowałam. – W sumie dlaczego staruszkowie Cię samej nie puszczą? Dziewczyno masz dziewiętnaście lat!
   - Ojeju, dobra. Puszczą mnie samą. Tyle, że ja nie chcę sama. Szczerze mówiąc, trochę się boję.
   - Tak, tłum bezmózgich dziesięciolatek może przerazić – powiedziałam z ironią.
   - Nie mów tak – skarciła mnie trzepiąc po ramieniu.
   Weszłyśmy do szkoły. Zdjęłam swoją zieloną bez ocieplenia parkę i przebrałam glany na Air Force. Tymczasem Fran zdjęła swój siwy płaszczyk i zamieniła swoje czarne mokasyny na vansy. Miała na sobie czarne legginsy i jeansową koszulę. Ja natomiast ubrana byłam w szare jeansy i czarną bluzę bez kaptura ReZi Style.
   - Nie wszystkie Kwiatonator’s mają po dziesięć lat. Spójrz tylko na mnie – wskazała długi wypielęgnowanym palcem na siebie.
   - Masz dziesięć lat, tyle że umysłowo – uśmiechnęłam się.
   - Dzięki.
   - Nie ma za co. Wiesz, że cię kocham – zapewniłam ją. Nie to, że jestem lesbijką (bo nie jestem), ale bardzo ją kocham jako przyjaciółkę.
   - Ta.
   Oddałyśmy kurtki i siatki z butami do szatni.
   - To co? – spytała w drodze do klasy. – Pójdziesz ze mną? Proooszę!!!
   Kilkoro uczniów przechodzących obok nas spojrzało się na nas, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Ta to umie zrobić siarę.
   - Przecież, wiesz, że go nie znoszę.
   - Ale nigdy nie słyszałaś jego muzyki – postawiła kolejny argument.
   - Co nie zmienia faktu, że jest beznadziejny.
   - Antonino! – wrzasnęła.
   - Zamknij się. Nie mów tak do mnie.
   - No, ale Tosia do cholery, no! – pisnęła jękliwie i tym razem usłyszałam to jakaś nauczycielka, która wciągnęła głośno powietrze z oburzenia za zwrot „do cholery”.
   Pociągnęłam moją przyjaciółkę jak najdalej od nauczycielki.
   - Dobra, dobra. Pójdę z tobą, ale pod jednym warunkiem – zauważyłam ogniki w jej oczach. – Dasz mi zatyczki do uszów, bym nie musiała słyszeć jego skrzeku.
   - Dziękuję, dziękuję! – rzuciła mi się na szyję.
   - Okej, a teraz spokój. Idziemy na fizykę –zawołałam i uniosłam rękę do góry niczym Superman.

   Fran roześmiała się na ten widok.
................................................................ ......................... ..........................................................................
i o to pierwszy rozdzial  traz to dopiero nic. w drugim rozdziale akcha sie rozkreci, obiecuje :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz