Tosia POV’S
Teraz…
Zaparkowałam moim
nowiutkim Bmw pod moim liceum. Zgasiłam silnik, sięgnęłam po torebkę i wzięłam
głęboki oddech. Po chwili wysiadłam z samochodu. Dobiegła do mnie Fran
(Franciszka) moja przyjaciółka.
- Cześć –
przywitała się z tą swoją głupkowatą wesołością.
- Hej.
- Słuchaj, jest
sprawa – złapała mnie pod ramię. Ruszyłyśmy w stronę wejścia głównego szkoły.
Wszędzie było zielono. Zaczynała się wiosna i wszystkie drzewa i krzewy zaczęły
rozkwitać.
- Słucham Cię.
- Bo, yyy…, wiesz,
za tydzień jest ostatni koncert Kwiatkowskiego, tutaj w Warszawie. Ostatni z
trasy.
- Mów dalej –
poleciłam.
- Rodzice samej
mnie nie puszczą, więc…
O nie. Czy ona ma na myśli to co ja myślę? –
pomyślałam.
- Nie. Wiem o co
chcesz mnie po prosić i moja odpowiedź, tak jak ostatnio, nadal brzmi: NIE.
Spojrzała na mnie
błagalnie.
- Nie –
zaprotestowałam. – W sumie dlaczego staruszkowie Cię samej nie puszczą?
Dziewczyno masz dziewiętnaście lat!
- Ojeju, dobra.
Puszczą mnie samą. Tyle, że ja nie chcę sama. Szczerze mówiąc, trochę się boję.
- Tak, tłum
bezmózgich dziesięciolatek może przerazić – powiedziałam z ironią.
- Nie mów tak –
skarciła mnie trzepiąc po ramieniu.
Weszłyśmy do
szkoły. Zdjęłam swoją zieloną bez ocieplenia parkę i przebrałam glany na Air
Force. Tymczasem Fran zdjęła swój siwy płaszczyk i zamieniła swoje czarne
mokasyny na vansy. Miała na sobie czarne legginsy i jeansową koszulę. Ja
natomiast ubrana byłam w szare jeansy i czarną bluzę bez kaptura ReZi Style.
- Nie wszystkie
Kwiatonator’s mają po dziesięć lat. Spójrz tylko na mnie – wskazała długi
wypielęgnowanym palcem na siebie.
- Masz dziesięć
lat, tyle że umysłowo – uśmiechnęłam się.
- Dzięki.
- Nie ma za co.
Wiesz, że cię kocham – zapewniłam ją. Nie to, że jestem lesbijką (bo nie
jestem), ale bardzo ją kocham jako przyjaciółkę.
- Ta.
Oddałyśmy kurtki i
siatki z butami do szatni.
- To co? – spytała
w drodze do klasy. – Pójdziesz ze mną? Proooszę!!!
Kilkoro uczniów
przechodzących obok nas spojrzało się na nas, a ja miałam ochotę zapaść się pod
ziemię ze wstydu. Ta to umie zrobić siarę.
- Przecież, wiesz,
że go nie znoszę.
- Ale nigdy nie
słyszałaś jego muzyki – postawiła kolejny argument.
- Co nie zmienia
faktu, że jest beznadziejny.
- Antonino! –
wrzasnęła.
- Zamknij się. Nie
mów tak do mnie.
- No, ale Tosia do
cholery, no! – pisnęła jękliwie i tym razem usłyszałam to jakaś nauczycielka,
która wciągnęła głośno powietrze z oburzenia za zwrot „do cholery”.
Pociągnęłam moją
przyjaciółkę jak najdalej od nauczycielki.
- Dobra, dobra.
Pójdę z tobą, ale pod jednym warunkiem – zauważyłam ogniki w jej oczach. – Dasz
mi zatyczki do uszów, bym nie musiała słyszeć jego skrzeku.
- Dziękuję,
dziękuję! – rzuciła mi się na szyję.
- Okej, a teraz
spokój. Idziemy na fizykę –zawołałam i uniosłam rękę do góry niczym Superman.
Fran roześmiała się
na ten widok.
................................................................ ......................... ..........................................................................
i o to pierwszy rozdzial traz to dopiero nic. w drugim rozdziale akcha sie rozkreci, obiecuje :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz