Tosia POV’S
Gdy tylko Fran
wysiadła z mojego samochodu pod jej wieżowcem, po moim policzku poleciała jedna
mała nieproszona łza.
Czyli, to był On – myślałam. – Czyli to On był tym chłopcem z plaży. Dlatego
Go znałam.
Ruszyłam i kierowałam się w stronę centrum miasta.
Niestety za szybko
dojechałam pod dom i nie miałam czasu pomyśleć (tak jak to zwykle robiłam).
Wjechałam widną na samą górę bloku do apartamentu moich rodziców, rzuciłam
szybkie cześć na przywitanie rodzicom i starszemu bratu, który siedział u
siebie w pokoju i podnosił ciężary. Wręcz wbiegłam do mojego pokoju. Rzuciłam
się na łóżko.
Resztę weekendu
przesiedziałam samotnie w domu tak, jak nie ja.
***
W poniedziałek po
południu zeszłyśmy na dół z Fran pod ramię do szatni. Cały dzień mnie
wypytywała (z resztą tak samo jak wtedy, kiedy ją odwoziłam to tym jebanym
koncercie) dlaczego Kwiatkowski zna moje imię. Nic jej nie powiedziałam, no bo
niby po co. Moim zdaniem nie ma się czym chwalić.
Dałam znaczek z
numerkiem mojego wieszaka szatniarce, a ona po chwili oddała mi moją kurtkę mi
siatkę z butami.
- Co tam taki tłok
przy wyjściu? – spytała Fran, gdy zaczęłyśmy się przebierać.
- Nie wiem, chodź
szybko to pójdziemy sprawdzić.
Wyszłyśmy na
zewnątrz w kurtkach.
Nie mogłam uwierzyć
w to co zobaczyłam. Oparty (znowu!) o mój samochód stał nie kto inny, jak Dawid
Kwiatkowski. Otaczał go tłum dziewczyn z mojego liceum (większość z młodszych
roczników)
- Wow –
skomentowała to Frania.
Pokręciłam głową z
dezaprobatą marszcząc brwi. Stałam jak wryta patrząc się na niego. Po chwili
oderwał się od swoich „faneczek” i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Miał
hipnotyzujące spojrzenie brązowych oczu (takich jak i moich).
Z amoku wyrwało
mnie klepanie po ramieniu.
- Co? – spytałam
moją przyjaciółkę.
- Tata po mnie
przyjechał. Nie musisz mnie odwozić – stwierdziła śmiejąc się. – Widzę, że się
zapatrzyłaś na Kwiatka.
- Nie zapatrzyłam!
– zaprzeczyłam. – Po prostu wkurza mnie to, że stoi przy moim samochodzie.
Tylko po co? – zadałam sobie pytanie.
Niby znałam odpowiedź, ale nie chciałam jej przyjąć do wiadomości.
- Dobra idę – przytuliła
mnie na pożegnanie.
- Czekaj –
chwyciłam ja za przedramię. – Odpuszczasz sobie okazję zrobienia z nim zdjęcia?
- Na pewno, będę
miała jeszcze taką okazję - pobiegła do zielonego Forda Focusa swojego taty.
Jeszcze zanim wsiadła krzyknęła: - Bierz Go, tygrysico!
Spróbowałam zgromić
ją wzrokiem, ale już odjechała. Odwróciłam się w stronę mojego kochanego Bwm,
zbezczeszczonego przez „Kwiatka” (i ta ironia). Tłum już zrzedł. Postanowiłam
poczekać, aż całkiem zniknie (najlepiej razem z nim).
Nie musiałam długo
czekać. Po pięciu minutach na parkingu zostałam tylko ja i Kwiatkowski.
Podeszłam bardziej
do samochodu, niż do niego wyciągając z torebki kluczyki. Znalazłam je i
chciałam wsiadać, kiedy brunet zasłonił mi klamkę własnym ciałem.
- Wiem, że
pamiętasz – powiedział, a ja uniosłam spuszczoną wcześniej głowę. – Widzę to w
twoich oczach.
Ja patrząc jego
oczy miałam wrażenie, że zaglądam w głąb jego duszy, w każdy (nawet
najmniejszy) zakamarek.
- Przestań.
- Ale co?
- Tak na mnie
patrzeć.
- Dlaczego? –
uśmiechnął się.
Westchnęłam ciężko.
Jego bliskość zapierała mi dech piersiach.
- Bo tak! –
krzyknęłam niekontrolowanie.
- Chciałbym tylko
pogadać – oznajmił.
- O czym ty chcesz
gadać? – zaakcentowałam ostanie słowo.
Spojrzał na mnie
wymownie.
Czyli teraz zrobię coś kompletnie nie w moim
stylu – pomyślałam.
- Wsiadaj –
rzuciłam.
Chłopak potruchtał
szybko na około samochodu i wpakował się na miejsce pasażera. Ja wsiadłam za
kierownicę.
- Nie masz jeszcze
prawka? – spytałam zapalając silnik i odjeżdżając spod szkoły.
- Nie mam.
Chwila milczenia.
- Swoją drogą,
fajna szkoła – stwierdził.
Pokiwałam głową.
Zaczęłam kierować
się na Stare Miasto.
Znowu chwila
milczenia.
- Jak mnie
znalazłeś? – zapytałam bezceremonialnie.
- Mam kontakty.
- Aha, czyli
wszystko jasne.
- Jak słońce –
przytaknął mi.
- Zaczynasz mnie
denerwować.
- Miło.
Spojrzałam na
niego. Miał na sobie jasne jeansy i bluzę bez kaptura „Bad Boy” i skórzaną kurtkę.
- Ale ty jesteś
durny.
- To po co byłaś na
moim koncercie?
- Przyjaciółka mnie
naprosiła.
- Ta, na pewno –
zaśmiał się.
- Co ty sobie
myślisz, co? – podniosłam głos. – Że jesteś jakąś wielką gwiazdą, której
wszystko wolno czy jak?
- Wiem, że nie
jestem wielką gwiazdą – przyznał. – I wiem, że nie mogę wszystkiego. Na
przykład nie mogę prowadzić – spróbował rozluźnić atmosferę. Nie udało mu się.
Milczałam.
Dojechaliśmy na
miejsce.
- Wysiadaj –
rozkazałam mu, sama wychodząc w samochodu.
Posłuchał.
Zaczęliśmy się przechadzać. Ludzie już nie zwracali tak na niego wagi, jak pod
szkołą. On wsadził ręce w kieszenie spodni, a ja w kieszenie kurtki. Żadne z
nas się nie odzywało. Po chwili przerwał milczenie:
- Ty pamiętasz,
prawda?
Pokiwałam niepewnie
głową.
- To dlaczego w
piątek skłamałaś?
Odwróciłam się do
niego.
- Nie wiem –
powiedziałam szczerze. – Coś chcesz jeszcze, bo chciałabym już jechać do domu?
- Nie –
odpowiedział, ale w jego oczach widziałam kłamstwo. – Mogę jechać z Tobą?
- Ale ja cię nie
odwiozę.
- Okej.
Poszliśmy do
samochodu i ruszyłam do domu. Przez całą drogę czułam na sobie jego spojrzenie.
Z resztą sama na niego cały czas zerkałam.
Pod domem
wysiedliśmy z samochodu. Myślałam, że pójdzie w jakąś inną stronę, ale
podreptał za mną.
- Po co za mną
idziesz? - spytałam stojąc na klatce schodowej.
- Chciałbym jeszcze
coś Ci powiedzieć.
- Słucham.
Stanął na wprost
mnie i chwycił moje dłonie. Od jego dotyku przeszedł mnie dreszcz. Musiałam
zadrzeć głowę do góry, by spojrzeć mu w oczy.
Staliśmy tak przez
chwilę.
- Nie wiem co to,
ale czuję do ciebie coś wielkiego. Chyba cię kocham – powiedział.
Nachylił się nade
mną i wtedy zrozumiałam co chce zrobić.
Zamknęłam oczy.
Pisz dalej błagam cię, to bedzie niezle fanfiction😭🔫 przy okazji zapraszam cię do siebie, nie ma jeszcze rozdziałów, ale mam zwiastun i prolog hahaha
OdpowiedzUsuńgood-for-you-ff.blogspot.com